RSS
czwartek, 06 listopada 2014

To zdjęcia z końca lipca 2014 r. (miesiąc przed 2. urodzinami)

22:05, naszacoreczka
Link Dodaj komentarz »

Aaaa... wróciłam i nawet nie sądziłam, że ktoś tu jeszcze zagląda :))) 

Znowu ten katar, kaszel, pojawiła się nawet gorączka i znowu razem siedzimy w domu.

Teraz jak N. jest chora nie sieję już takiej paniki jak kiedyś. Oczywiście boję się panicznie, że N. mogłaby zachorować na tyle poważnie, że musiałaby trafić do szpitala (nie chcę powtórki z zeszłego roku), ale zachowuję rozsądek w ocenie sytuacji. Oczyszczam jej tylko nos i daję syrop wykrztuśny. Dziś zapadła decyzja, że kupujemy nebulizator i będziemy się inhalować. Zobaczymy czy to coś da :) Jak już napisałam , najgorsze w chodzeniu do żłobka jest właśnie to, że katar nas nie opuszcza od września. Może przez tydzień było w miarę ok, ale po kilku dniach od powrotu po przerwie do żłobka, katar powrócił. Cieszę się tylko, że N. sama potrafi już wydmuchać sobie nos, i to naprawdę niesamowicie ułatwia życie i jej i mnie. Pomyślałam też sobie ostatnio, że w takiej Hiszpanii albo Portugalii dzieci wcale nie wiedzą co to katar, zapalenie płuc, oskrzeli. A u nas cały sezon jesienno- zimowy maluchy męczą się z chorobami. Nienawidzę tego.

Więc ten tydzień siedzimy w domu... Akurat ominą nas atrakcje czyli imprezy patriotyczne w żłobku :) 

Ok, mam tyle zaległości i tyle rzeczy do napisania że sama nie wiem od czego zacząć.

Może trochę o N. , żeby nie zapomnieć:

Mówi już całkiem dużo, fajnie, całymi zdaniami, zaskakuje mnie ile słów zna, powtarza słowa, które usłyszy (niestety trzeba się bardzo pilnować :)) Wszystko rozumie. Rozgadała się właściwie zaraz po skończeniu 2 lat, wcześniej mówiła pojedyncze słowa, ale niewiele. Na pewno duży wpływ na rozwój jej mowy miało pójście do żłobka. Od tego czasu nie tylko dużo mówi, ale też śpiewa piosenki i recytuje wierszyki. N. jest niesamowicie muzykalna. Uwielbia piosenki, łatwo zapamiętuje słowa i melodie, ale też uwielbia tańczyć i ma wspaniałe poczucie rytmu. W jej repertuarze znajdują się przede wszystkim: zastanawiam się nad ulubioną... chyba najczęściej każe mi puszczać "Jadą, jadą misie", następne w kolejności jest "Najłatwiejsze ciasto w świecie", no i oczywiście "Jagódki", "Ogórek", "Pieski małe dwa", "Jedzie pociąg" , "Zuzia", a ostatnio śpiewamy też "Mam tę moc" z filmu Kraina Lodu, który uwielbiam:)

Zaczął się listopad , więc ja już żyję przygotowaniami do świąt :) Tzn. oglądam świąteczne kolekcje (Ikea - lubię to :), zastanawiam się nad prezentami, świątecznym jedzeniem itp. To jest mój sposób na przeżycie tych okropnych, ciemnych, zimnych i krótkich dni, bo wiem, że po świętach przyjdzie sylwester, potem nowy rok i będzie już bliżej wiosny :) 

21:48, naszacoreczka
Link Dodaj komentarz »
środa, 29 października 2014

Po długiej przerwie wracam do pisania bloga :)

Wiele się zdarzyło od stycznia, ale nie ma sensu rozpisywać się szczegółowo na ten temat.

N. urosła, zmieniła się nie do poznania, tyle już umie i potrafi. Każdy dzień z nią jest zaskakujący. W tej chwili ma 2 lata 2 miesiące i 10 dni. Od września poszła do żłobka. Płakała tylko przez pierwsze kilka dni. Tzn. pierwszego dnia wszystko było ok, zostawiłam ją tam na 3 godziny i nie protestowała, bo po prostu nie zdawała sobie sprawy z tego co ją czeka. Drugiego dnia już wiedziała, że mama ją zostawi i było trochę gorzej. Tak samo kolejne dni. Ale już w następnym tygodniu tak bardzo polubiła się z ciociami i innymi dziećmi, że teraz po prostu biegnie im na spotkanie i nawet się za mną nie obejrzy. Jest mi zawsze wtedy trochę smutno, bo martwię się, że w żłobku jest jej lepiej, niż w domu. W połowie października zrobiłyśmy sobie tydzień wolnego, bo panowała wtedy epidemia grypy żołądkowej, a ja bałam się zarażenia. Niestety nas też dopadło, ale na szczęście w bardzo łagodnej postaci. 

Trudno mi powiedzieć czy jestem zadowolona z naszego żłobka... Z jednej strony fajnie,że N. ma kontakt z rówieśnikami, że ma ciekawie zorganizowany czas, że dostaje smaczne, urozmaicone jedzenie (wreszcie nie muszę się martwić co ja dzisiaj ugotuję na obiad). Ale z drugiej strony obserwując różne zachowania, różnych dzieci, N. zrobiła się strasznie nieznośna. Wiadomo, jak to dwulatka, miała swoje napady złości, ale to co się dzieje teraz jest nie do opisania. Nie dość, że potrafi się złościć o byle co, to od razu jest ryk, rozpacz, dramat, koniec świata (a ten jej wrzask to jest taki rodzaj dźwięku, że nawet jakbyś chciał, nie potrafisz tego nie słyszeć). Boję się z nią gdziekolwiek wychodzić, bo boję się tych jej scen. Choroby- to kolejny minus. Na szczęście N. jest naprawdę odporną dziewczynką i jako jedna z nielicznych dzieci w żłobku opiera się wszelkim chorobom, ale to nie znaczy że wszystko jest ok. Tak naprawdę przez większość czasu jest zakatarzona, miała już też okropny kaszel związany z zawalonym nosem, a ja drżę żeby tylko nie złapała czegoś poważniejszego. Brudzenie- nie cierpię tych ufajdanych ubrań, pachnących żłobkiem i wszystkim co było w danym dniu na obiad. Od razu w pierwszym tygodniu zaopatrzyłam się w trzy rodzaje odplamiaczy i domowe sposoby na odplamianie. Mam wrażenie i wkurza mnie to, że ciocie nie przywiązują zbytniej wagi do tego czy dziecko się ubrudzi i tak naprawdę dopiero kiedy zwróciłam im uwagę, żeby zakładały N. śliniak do jedzenia, zdecydowanie mniej miałam do usuwania trudnych plam. Swoją drogą N. jest mistrzynią brudzenia się... A ja tak lubię świeżo wyprasowane, śnieżnobiałe bluzki z kołnierzykami i nic na to nie poradzę :)

Ech, mogłabym się tak rozpisywać nad różnymi wadami i zaletami naszego żłobka, ale wiadomo, nie ma miejsc idealnych i nikomu nie dogodzisz w 100%. Najważniejsze jest dla mnie, że N. jest zadowolona i chętnie tam chodzi. Widzę jej radość jak rozmawiamy o żłobku, albo "psiećkolu" jak to ona mówi. Opowiada o dzieciach, zna ich imiona, nauczyła się mnóstwa piosenek i potrafi je zaśpiewać. Ciocie też są bardzo z niej zadowolone, naprawdę szybko się zaadaptowała i jest takim radosnym i dobrym dzieckiem. Dzisiaj się dowiedziałam od jednej z mam, że N. jest ulubioną koleżanką jej synka- Borysa, i że on ciągle o niej mówi :) No cóż... Co prawda N. ma już swojego adoratora Adasia, który mieszka na naszym osiedlu, ale adoratorów nigdy za wielu :) Wiem też od cioć, że N. opiekuje się młodszymi dziećmi i prowadzi je za rączkę na spacerach. Tak więc, jakoś to jest i póki co N.zostanie w żłobku. A co dalej to zobaczymy...

 

TO IDZIEMY!

K.

15:15, naszacoreczka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 23 grudnia 2013

"Ooo!"

W tym roku przygotowania do Świąt zaczęłam od upieczenia i udekorowania pierników. Niestety, chyba nie doczekają Świąt :) Choinka już ubrana. Jest przepiękna, zachwycająca wspaniała, dziecioodporna, na żywo wygląda cudownie. Uwielbiam ją :) Wszystkie bombki i ozdoby są z plastiku lub z materiału, więc N. może je do woli ściągać. Białe gwiazdki zrobiłam sama z samoutwardzalnej gliny. Gdy N. zobaczyła choinkę po raz pierwszy zrobiła wielkie "Ooo!", a potem próbowała ją przytulić :)

Nie mogę uwierzyć, że to już 16 miesięcy! 85 cm wzrostu, 12,5 kg wagi. Zębów: 16. W międzyczasie wyrosły jej wszystkie trójki i czwórki. Niestety nie tak bezproblemowo jak myślałam. Zresztą w ogóle dużo złego nam się przytrafiło w ostatnim czasie... Teraz już jestem w stanie o tym pisać. Byłyśmy prawie dwa tygodnie w szpitalu. Z Bydgoszczy wróciliśmy w niedzielę, a w poniedziałek N. zaczęła wysoko gorączkować. Na tyle wysoko, że podałam jej lek przeciwgorączkowy i pojechałam do przychodni. Zalecenie lekarza było tylko takie żeby zbijać gorączkę. W nocy pojawiła się biegunka (myślałam, że to od czopków z paracetamolem). We wtorek rano gorączka nie ustępowała, nawet po podaniu leków dalej rosła, więc pojechałam z N. do szpitala. Przyjęli nas na oddział, bo N. była odwodniona. Dostała kroplówkę. Byliśmy w szpitalu do czwartku, kiedy to wypuścili nas do domu na przepustkę. Niestety w niedzielę wróciliśmy z powrotem z powodu groźby odwodnienia. N. odmawiała jedzenia, picia, próba podania jej czegokolwiek "na siłę" skończyła się rzyganiem. Przez ten cały czas nikt nie był w stanie nam powiedzieć co jej dolega. W poniedziałek, czyli prawie po tygodniu dowiedzieliśmy się, że badanie wykazało salmonellę, i w ciągu kilkunastu minut musieliśmy ewakuować się do szpitala zakaźnego. W szpitalu zakaźnym byliśmy do czwartku i dzięki staraniom mojej mamy-lekarki udało się przekonać lekarzy, żeby nas wypuścili wcześniej. Leczenie było prawie żadne "bo tego się nie leczy, samo przechodzi". W końcu po tygodniu gorączkowania N. dostała lek o nazwie biseptol. Przez cały ten czas N. miała potworną biegunkę, która ją wykańczała. Co gorsza podczas pobytu w szpitalu złapała jeszcze jakiegoś rotawirusa, który wydłużył czas leczenia. Co jeszcze gorsze tego wirusa złapałam również ja, a potem także F. i obie babcie. Przez całą chorobę N. nie jadła prawie nic, bo wszystko co zjadała lub wypiła dosłownie przez nią przelatywało. Przez tydzień schudła 1,5 kg. Była blada, smutna, kilka razy pokłuta do kroplówek. Od tego czasu N. jak widzi szpital, czy osobę w białym fartuchu, to reaguje płaczem. Niestety, listopad to nie był dla nas dobry miesiąc...

Teraz jest już naprawdę dobrze, N. wróciła do formy. Znowu jest pełna energii i roześmiana. Sama wchodzi na kanapę, fotele. Jak nie jest w stanie gdzieś dosięgnąć to stawia sobie swoje krzesełko i na nie wchodzi o_O. Coraz więcej mówi. Ostatnio ciągle powtarza "bam!" :) Z pasją włącza i wyłącza wszystkie włączniki przy lampach i ma przy tym wielką radochę :)

01:02, naszacoreczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 07 listopada 2013

Wkurzam się tym,że ciepłe powietrze znad Afryki prawie nigdy nie dociera do Polski. Na południu Polski mają trochę lepiej. Ale tylko trochę. Za to my jesteśmy prawie zawsze pod wpływem zimnych mas powietrza ze Skandynawii. I jak widzę na mapie te niebieskie strzałki to się wkurzam...

Ale i tak bardzo lubię listopad :) Bo listopad to już prawie Święta :) Obmyślanie dekoracji, prezentów. W sklepach pojawiają się świąteczne kolekcje, światełka, bombki, choinki. Od czasu gdy jest z nami N. Święta nabrały dla mnie szczególnego charakteru. Są takie rodzinne, przytulne, ciepłe, jasne, wspaniałe :)))

Tak było w zeszłym roku:

No i pod koniec listopada przypadają też moje urodziny. W tym roku też szczególne, bo pierwsze z trójką z przodu :)

W poniedziałek miałam jednodniowy katar, który na szczęście ominął resztę domowników. N. aplikuję codziennie pół łyżeczki tranu i wit. C w kropelkach i jest ok. Rosną jej górne kły. Bezproblemowo, bez marudzenia. Nie wiem czy pisałam, że N. pięknie pokazuje poszczególne części ciała: nosek, ucho, oko, pępek, brzuszek, rączkę, stopę. Ostatnio uwielbia książeczki i każe sobie czytać, a jej wybory jedzeniowe są zaskakujące. Jej śniadanie wygląda teraz mniej więcej tak: jajecznica, banan, mandarynka, szynka, kiwi i bułka. Wszystko na raz :) W najbliższy weekend wybieramy się do Bydgoszczy :) Hurra!!! :)))

Takie ładne zdjęcia zrobiłam ostatnio:)

22:22, naszacoreczka
Link Dodaj komentarz »
piątek, 25 października 2013

Proza życia nas dopadła. Czas płynie szybko, mamy już prawie listopad. Ja już myślę o Świętach i w najbliższym czasie mam zamiar wybrać się do Ikea w poszukiwaniu świątecznych dekoracji :) Przez przypadek F. znalazł fajne przedszkole z zajęciami dla maluszków, na które się zapisałyśmy i będziemy uczęszczać co środę. Miałam nadzieję, że w tym tygodniu pójdziemy na pierwsze zajęcia, ale niestety się nie odbyły :/ Myślę, że N. będzie zachwycona, gdyż uwielbia inne dzieci. 

Niesamowite jak wiele N. już rozumie. Pokazuje oko, ucho, nosek, włosy, pępek, nogę , stópkę, rączkę, buzię, zęby. Bawi się lalką - ogląda ją, wkłada palec w oko, głaszcze, daje jej pić z butelki. Samodzielnie potrafi ułożyć piramidę z klocków z Ikea. Zaczyna też odróżniać kształty. Z zabawek na topie są teraz pchajki, wózki dla lalek, owca na biegunach oraz zabawki ze sznurkiem do ciągnięcia. N. uwielbia też wszystko to co gra czyli pianinko, odkrywczy domek, kuchnię, grający aparat. Włącza sobie ulubioną melodię i podskakuje. Często słuchamy sobie piosenek w radiu albo z płyt. Czasem pod koniec dnia, kiedy N. jest już zmęczona bieganiem, marudna, sadzam N. na kolanach i oglądamy sobie bajkę w TV o słonikach. N. bardzo to lubi. Wycisza się i uspokaja, a ja ją wtedy mocno przytulam. W ogóle to od czasu kiedy N. skończyła rok zrobiła się z niej straszna przylepa. I oczywiście najbardziej lubi przytulać się do mnie :) Obejmuje mnie rączkami za szyję i kładzie głowę na moim ramieniu. Uwielbiam to :))) Nigdy nie czułam nic tak wspaniałego. 

Niestety są też ciemne strony naszego wspólnego życia. N. zrobiła się bardzo nieposłuszna. Wyciąga wszystko z szuflad, z szafek, rozbija albo rozwala po całym mieszkaniu. Nasz dom nie jest jakoś szczególnie przystosowany do małych dzieci. Nie mamy blokad, ochraniaczy, barierek, jedynie pozatykaliśmy wszystkie gniazdka. Mamy za to szklane lampy (o które drżę nieustannie), jasne sofy i komody z szufladami pełnymi dupereli idealnych do rozrzucania po domu ;) Ostatnio N. odkryła, że szafki w kuchni też się otwierają i są w nich kasze, makarony, ryż, mąka, cukier, butelki z sokami i z winem... No i tak chodzę tam i z powrotem i zbieram i ścieram, a jak już pozbieram w jednym miejscu, to w innym pojawiają się nowe rzeczy. I już nie mam siły... I póki jeszcze N. rozrzuca buty i skarpetki, czy piloty od różnych urządzeń to jest ok, ale ostatnio na przykład wyjęła z szafki i stłukła butelkę z syropem malinowym... Musiałam więc najpierw zebrać szkło, wytrzeć podłogę, dokładnie odkurzyć wszystko w promieniu 3 metrów i umyć podłogę. I jeszcze oczywiście pilnować żeby mi N. w to wszystko nie wlazła. Takie atrakcje tu mam :) 

 

23:08, naszacoreczka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 20 października 2013

Wczoraj był dziewiętnasty, a więc kolejny miesiąc za nami :)

Weekend był słoneczny, więc dużo spacerowaliśmy. Wieczorem N. nie pozwoliła mi spokojnie porozmawiać przez skype z ciocią M., stukała mi ciągle w klawiaturę komputera i rozwaliła mi klawisz włączania/wyłączania, tzn. wcisnęła go do środka. Udało mi się go wydłubać, ale totalnie się poluzował i nie wiem jak długo jeszcze wytrzyma... Więc pewnie niedługo włączę lub wyłączę mój komputer ostatni raz... A mam go prawie od początku studiów i czuję do niego wielki sentyment :) Swoją drogą i tak nieźle się trzyma, jak pomyślę jak dawno temu to było :)

N. wchodzi w fazę buntu i totalnego nieposłuszeństwa. Czasy słodkiego bobaska minęły bezpowrotnie... Nie wiem jak ja sobie z tym dam radę... A na razie to ponoć przedsmak, preludium tego co czeka mnie jak N. będzie miała 2-3 latka...

Postanowiłam wrzucić zdjęcia pokoju N. tak jak wygląda w tej chwili, ponieważ w Nowym Roku planuję zmianę. Na pewno pozbędziemy się przewijaka, N. dostanie nowe łóżeczko, pojawią się krzesełko i stoliczek, tapeta oraz mam nadzieję, że znajdę wymarzone zasłony :)

Przy ostatnim zdjęciu zagadka: Gdzie schowała się N.? ;)

23:55, naszacoreczka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 13 października 2013

W piątek wybraliśmy się do zoo.

Była ciepła i słoneczna pogoda, a wszystkie zwierzątka pięknie pozowały nam do zdjęć :)

Po tylu wrażeniach N. zasnęła nam w drodze powrotnej w wózku, a my korzystając z tego, że śpi, zjedliśmy obiad w restauracji. N. obudziła się dopiero, jak przyszło nam płacić rachunek. I tym sposobem, kolejny raz, N. utwierdza mnie w przekonaniu, że jest cudownym dzieckiem :) 

23:15, naszacoreczka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 10 października 2013

Witamy po długiej przerwie :)

Wiem, wiem, to już prawie miesiąc minął od ostatniego posta :) Wszystko to wina braku czasu i starego, zdezelowanego komputera, którego tylko samo włączanie zajmuje pół godziny...

Wreszcie taka jesień jak lubię :) Byłyśmy dzisiaj dwa razy na spacerze. Dużo słońca, ciepło i piękne kolory, aż chce się żyć! Jak widzę, że za oknem słońce to od razu ubieram N., siebie i wychodzimy na spacer. Choćby na chwilę, żeby złapać trochę słońca i witaminy D :) W najcieplejszym momencie dnia było dzisiaj w Warszawie 19 st. C. Wszystkie dzieci w czapkach i ciepłych kurtkach- my bez :) Ja jeszcze mogę zrozumieć jak takie maluszki jak N. mają czapki na głowie (choć u nas czapka pojawia się, gdy jest mniej niż 10 st.C), ale 3-latki w czapkach przy kilkunastostopniowej, słonecznej i bezwietrznej pogodzie to już chyba przesada. Byłam dzisiaj świadkiem jak na placu zabaw pewna mama powiedziała do swojej 3-letniej córeczki, której podczas zabawy zsunęła się czapka: "Ale załóż tę czapkę na uszy!" :oO No cóż, tak to już jest :) U nas jak to babcie mówią: zimny wychów :) A N. na szczęście nie choruje nam wcale (odpukać).

Co u nas? Jakiś czas temu byliśmy w Bydgoszczy i robiliśmy badania pod kątem alergii pokarmowej. Okazało się, że alergii brak, jest za to nietolerancja pokarmowa związana z niedojrzałością układu pokarmowego. Od jakiegoś tygodnia podaję N. mleko modyfikowane - na razie jedną miarkę i stopniowo będę tę dawkę zwiększać. Wyszło nam, że N. nie jest uczulona na białko mleka krowiego, natomiast może być uczulona na marchewkę, jabłka i kurczaki. Dziwne to... Od mniej więcej miesiąca wcinamy już praktycznie wszystko. N. je domowe jedzenie, a słoiczki bardzo rzadko. Moje początki gotowania dla niej były straszne, N. nie chciała jeść moich obiadów, ja byłam załamana, a ona płakała na sam widok łyżki z zupą. Wszystko wypluwała, jedzenie lądowało na ścianach i na podłodze. I nie działała taktyka, jak teraz nie zjesz to zjesz jak zgłodniejesz... Ale to się zmieniło po naszym przyjeździe do Bydgoszczy. Nagle N. zaczęła jeść wszystko. Podejrzewam, że to dlatego, że obiady gotowała jej babcia H. i prababcia T. i to ją ostatecznie przekonało do niesłoiczkowego jedzenia :))) Jestem z niej dumna, bo ostatnio zajadała się pieczonym łososiem z ziemniaczkami. I awokado nawet zjadła :) Mamy już za sobą pierwszą czekoladę i pierwszego lizaka :) Ćwiczymy też samodzielne jedzenie łyżką i widelcem. Dzisiaj kupiłam jej ostatnie już chyba maliny. I F. na mnie nakrzyczał, bo kosztowały tyle, że ... :) A ja wiedząc, że N. uwielbia maliny, po prostu nie mogłam jej ich nie kupić.

Jak ten czas szybko leci... N. biega jak szalona i nic sobie nie robi, że tu się potknie, tu się gdzieś uderzy. Nie zna pojęcia strach. Biega, wspina się na kanapę, łóżko, fotel. Wreszcie nauczyła się z nich ostrożnie schodzić, bo do tej pory pojęcie grawitacji też było nam obce. Jest już taka sprytna... Jak chce biszkopta, biegnie do kuchni i pokazuje paluszkiem na szafkę, w której schowane są biszkopty. Rozumie wszystko co do niej się mówi. Jak mówię jej przynieś książeczkę, to biegnie do swojego pokoju i przynosi mi książeczkę. Obserwuje i powtarza czynności, które ja wykonuję. Na przykład bierze mój telefon i przykłada do ucha. Albo szczotkę do włosów i próbuje czesać sobie włoski. Uwielbia ptaszki, jak widzi ptaszka na ulicy lub w książeczce to krzyczy "pta". Właściwie to prawie wszystko nazywa "taaa". Na kotka woła: "cia", czyli kicia (ha, bo w Bydgoszczy były w domu dwa koty, które N. uwielbiała gonić, głaskać i przytulać się do nich całym ciałem :) Lampa to jest "pa", też jest bardzo fajna. Psy, koty, ptaszki, ogólnie zwierzątka są super! Muchy fajnie wyglądają, ale chyba nie są smaczne, bo ostatnio jakąś wypluła. Fajne są też samochody i motory. No i dzieci. Moja N. kocha wszystkie dzieci! Szaleństwo ją ogarnia jak widzi dziecko w wózku, na ulicy. Krzyczy wtedy tak głośno i przeraźliwie, że włosy stają dęba na głowie. Musi zaczepić każde dziecko, podejść do niego, chwycić za rączkę. To jest cudowny widok. Niestety nie wszystkie dzieci są tak towarzyskie jak N., ale niektóre zaskakują pozytywnym zachowaniem. Przytulają ją, głaskają, krzyczą "dzidziaaa" :) To, że N. jest ulubienicą wszystkich babć, meneli spod Biedronki, a nawet panów w garniturach (podryw na dziecko jest możliwy :), to już pisałam. N. wszystkich obdarowuje cudownym uśmiechem. Nie sposób przejść obok nas obojętnie :) Czasem nawet mam dość, że nas tak ciągle zaczepiają, bo jestem nieśmiałym człowiekiem (w przeciwieństwie do N.) i jest mi trochę głupio :)

Zdjęcia z ostatniego miesiąca:       

00:26, naszacoreczka
Link Komentarze (1) »
czwartek, 12 września 2013
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 18